Fuzarioza korzeni – temat rzadki, ale bardzo groźny
: 18 gru 2025, 9:55
Chciałem poruszyć temat, o którym rzadko się mówi, a który potrafi zniszczyć całą uprawę szybciej, niż się spodziewamy – fuzariozę korzeni wywoływaną przez rzadkie szczepy Fusarium oxysporum. To nie jest choroba, którą widać od razu i właśnie w tym tkwi jej największe zagrożenie.
U mnie (i u kilku osób, z którymi rozmawiałem) wszystko zaczynało się niewinnie: lekkie żółknięcie dolnych liści, wolniejszy wzrost, coś co łatwo zrzucić na nawożenie albo chwilowe problemy z warunkami. Dopiero później pojawia się więdnięcie i – jeśli zajrzeć do korzeni – brunatne plamy, które jasno pokazują, że dzieje się coś poważnego.
Co ciekawe, problem dotyczy nie tylko gleby. Rzadkie szczepy potrafią zaatakować również w hydroponice, zwłaszcza tam, gdzie kuleje wentylacja albo cyrkulacja powietrza. I niestety – kiedy choroba się rozwinie, walka z nią jest bardzo trudna. To nie jest coś, co da się „opryskać i zapomnieć”, bo patogen działa od środka.
Dlatego moim zdaniem kluczowa jest czujność i profilaktyka, a nie reagowanie na ostatnią chwilę. Regularna obserwacja roślin, zwracanie uwagi na dolne liście i ogólną kondycję może uratować nie tylko jedną roślinę, ale całą uprawę.
Piszę o tym, bo łatwo zlekceważyć pierwsze objawy – nawet mając doświadczenie. Jeśli ktoś z Was miał styczność z fuzariozą albo zauważył podobne symptomy, dajcie znać. Myślę, że warto wymieniać się doświadczeniami, bo to jeden z tych problemów, które uczą pokory.
U mnie (i u kilku osób, z którymi rozmawiałem) wszystko zaczynało się niewinnie: lekkie żółknięcie dolnych liści, wolniejszy wzrost, coś co łatwo zrzucić na nawożenie albo chwilowe problemy z warunkami. Dopiero później pojawia się więdnięcie i – jeśli zajrzeć do korzeni – brunatne plamy, które jasno pokazują, że dzieje się coś poważnego.
Co ciekawe, problem dotyczy nie tylko gleby. Rzadkie szczepy potrafią zaatakować również w hydroponice, zwłaszcza tam, gdzie kuleje wentylacja albo cyrkulacja powietrza. I niestety – kiedy choroba się rozwinie, walka z nią jest bardzo trudna. To nie jest coś, co da się „opryskać i zapomnieć”, bo patogen działa od środka.
Dlatego moim zdaniem kluczowa jest czujność i profilaktyka, a nie reagowanie na ostatnią chwilę. Regularna obserwacja roślin, zwracanie uwagi na dolne liście i ogólną kondycję może uratować nie tylko jedną roślinę, ale całą uprawę.
Piszę o tym, bo łatwo zlekceważyć pierwsze objawy – nawet mając doświadczenie. Jeśli ktoś z Was miał styczność z fuzariozą albo zauważył podobne symptomy, dajcie znać. Myślę, że warto wymieniać się doświadczeniami, bo to jeden z tych problemów, które uczą pokory.